HockiKlocki-logo-kolorowe

gry dla całej rodziny

Klauzula informacyjna

Zgodnie z art. 13 ust. 1 i ust. 2 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO) informuję, iż: Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Ewa Góra-Zastawny prowadząca działalność gospodarczą pod firmą EWA GÓRA-ZASTAWNY HOCKIKLOCKI, wpisaną do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEiDG), NIP: 8722082520, REGON: 122938766; Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne w celu wykonania przez firmę EWA GÓRA-ZASTAWNY HOCKIKLOCKI  usług na Pani/Pana rzecz; Odbiorcą Pani/Pana danych osobowych będą: podmioty świadczące usługę obsługi systemów i oprogramowania informatycznego Administratora, podmioty uprawnione do uzyskania danych osobowych na podstawie przepisów prawa (w tym organy administracji publicznej), a także upoważnieni współpracownicy firmy EWA GÓRA-ZASTAWNY HOCKIKLOCKI, jeżeli ich usługi będą niezbędne do wykonania na Pani/Pana rzecz usługi; Pani/Pana dane osobowe będą przechowywane przez okres niezbędny do wygaśnięcia roszczeń o charakterze podatkowym lub cywilnoprawnym, a w przypadku wyrażenia zgody na otrzymywanie materiałów marketingowych i promocyjnych – przez okres 10 lat; Przysługuje Pani/Panu prawo dostępu do swoich danych osobowych, prawo do żądania poprawienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania tych danych – przy uwzględnieniu ograniczeń wynikających z RODO, w szczególności z art. 17 ust. 3 RODO, Ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do organu nadzoru, gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy.

Follow Us
  /  Education   /  Jak powstały Hockiklocki
jak powstały Hockiklocki

Jak powstały Hockiklocki

Źródłosłów Hocki-klocki

Cała historia nie zaczęła się od nazwy ale najpierw wyjaśnię dlaczego jest właśnie taka.
Hocki-klocki czyli rzeczy niepoważne i błahe. Z łącznikiem, jak to w zestawieniu równorzędnym rzeczowników przystało. Samo wyrażenie ma swoje korzenie w niepoważnej zabawie, którą uskuteczniały dzieci przed Wielkanocą. Polegałą ona na  przypinaniu ukradkiem do ubrań „klocków” czyli małych drewienek albo różnych ohydnych rzeczy np. rybich ości. Ofiarą padały osoby które w mijającym roku nie zawarły związku małżeńskiego. Zabawie towarzyszyło pokrzykiwanie Hoc! Hoc! Spróbujcie sobie to wyobrazić i się nie uśmiechnąć. Właśnie dlatego, że to wyrażenie, czy znamy jego etymologie czy nie, wywołuje uśmiech, zostało wybrane na nazwę. Dodatkowo dotyczyło zabawy a tym się zajmuje. Ale, że z nazwą można zrobić wszystko i nie musi być turbo poprawna to wypadł z niej łącznik zostawiając Hockiklocki.

Skąd pomysł?

Zaczęło się od podróży. Mój mąż dużo biega a ja wraz synem często jeździmy z nim na różne wyjazdy biegowe i uprawiamy swoją turystykę. Tym razem padło na Holandię a dokładniej Rotterdam. Pojechaliśmy z całą drużyną biegową i zamieszkaliśmy w fajnym hostelu. Półki w hostelu uginały się od szachów, gier planszowych, kart i tym podobnych. Cieszyłam się bo jak wiadomo dla 6 latka inaczej płynie czas niż dla dorosłego więc zanim cała ekipa zebrała się żeby wyjść do miasta na kolację ja z Jankiem zdążyłam już zagrać prawie we wszystko. Nic jednak nie przykuło jego uwagi na dłużej. Wieczorem w hostelu zaczęło tętnić życie i zauważyliśmy że kilka osób gra w jakąś śmieszną grę. Przesuwali drewnianymi krążkami do długiej desce trafiając do bramek na jej końcu. Podeszliśmy i pogadaliśmy co to za gra. Później udało się zagrać kilka rundek i wszyscy się świetnie bawili, niezależnie od wieku, płci czy narodowości.
Kiedy następnego dnia obudziliśmy się rano i Janek pierwsze co to zapytał czy możemy iść zagrać w tą grę co wczoraj, wiedziałam że to jest to. Dopytałam na recepcji o dokładną nazwę i pomyślałam, ze fajnie było by tą grę kupić. Gdy zaczęłam jej szukać w internecie okazało się, że kosztuje około 400zł. Dużo pomyślałam i odsunęłam zakup na inny czas.

Około 2 miesięcy później odpoczywając nad morzem postanowiliśmy wybrać się do pobliskiego parku rozrywki. Tym razem towarzyszyli nam moi rodzice i to tato znalazł namiary na atrakcję. Wyszukiwane przez niego atrakcje bywają różnej jakości. Raz trafiliśmy na wioskę indiańską, która składała się z 3 rozłożonych w środku lasu namiotów i niczego więcej. Niemniej jednak zawsze chętnie jedziemy coś zobaczyć więc i tam razem wsiedliśmy w samochód i wyruszyliśmy. Okazało się, że park rozrywki był wielkim polem na którym stały drewniane stoły z grami, wielkie wędki którymi łowiło się klocki drewna do układania wieży, katapulty na worki z których strzelało się do drewnianego zamku i wiele innych. Było rewelacyjnie. Trzy pokolenia z uśmiechami dookoła głowy szalało przez kilka godzin. Już wtedy pomyślałam dlaczego nie ma czegoś takiego w Krakowie.

Po powrocie do Krakowa cały czas kipiało mi w głowie, że takie drewniane gry to super sposób na spędzanie czasu i dobry pomysł na firmę. Napisałam do znajomych mieszkających w różnych krajach pytając ich o tradycyjne gry. Dostałam kilka propozycji, oglądnęłam i wiedziałam, że we wszystkie chce zagrać. I tak powoli zaczął się krystalizować pomysł na wypożyczalnię gier, aby wszyscy w Krakowie mogli pograć wydając 10 zł czy 20 zł a nie 400zł. I na warsztaty dla dzieci na których będzie im można przybliżyć ciekawostki o danym kraju, pokazać go na mapie, skorzystać z nauki przez doświadczenie. To że nauka przez doświadczanie działa wiedziałam doskonale po swoim synu jak i po dorosłych których szkoliłam jako trener.

Teraz kiedy Hockiklocki już działają wiem, że jeszcze dużo pracy przede mną ale też jestem bardzo szczęśliwa kiedy dzieci witają mnie mówiąc „Namaste” albo „Czy dziś też będzie coś ze Szkocji?” albo „ Opowiedziałam bratu, ze choinka jest z Niemiec.”. A żegnają mnie mówiąc „ Ciocia bawiłem się lepiej niż na basenie”, „Było super”, „ Kiedy znów Pani do nas przyjedzie”.

Tak więc Hockiklocki i do przodu. Jeśli chcecie zobaczyć czy Ty też będziesz się dobrze bawić zapraszam do wypożyczalni.